ROSA ROTES Porządek panuje w Warszawie. z Ewą Majewską

ROSA ROTES
Porządek panuje w Warszawie.
z Ewą Majewską

(działanie na gazety ekonomiczne, okno, Różę Luksemburg, rewolucję oraz strajk; wykorzystano fragmenty tekstu R. Luksemburg Porządek panuje w Berlinie z 1919 roku; wersja opublikowana w Praktyce Teoretycznej)

Działanie Aleki Polis na gazety ekonomiczne, okno, Różę Luksemburg, rewolucję oraz strajk; wykorzystano fragmenty tekstu R. Luksemburg Porządek panuje w Berlinie z 1919 roku; wersja opublikowana w Praktyce Teoretycznej, http://www.praktykateoretyczna.pl/roza-luksemburg-porzadek-panuje-w-berlinie/ (remiks: Ewa Majewska)

MSN, Noc Muzeów, 14 maja 2016 roku.



Widmo faszyzmu krąży nad Europą, uwodząc skompromitowaną już przecież ideą segregacji, likwidacji, dejudyzacji.

„Porządek panuje w Warszawie!” „Porządek panuje w Paryżu!” „Porządek panuje w Berlinie!”

Co pół wieku takie meldunki stróżów „porządku” płyną to z jednego, to znów z innego centrum historycznych walk. I triumfujący „zwycięzcy” nie dostrzegają, że „porządek”, który trzeba raz po raz utrzymywać za pomocą krwawych rzezi, niepowstrzymanie zbliża się ku swemu historycznemu losowi, ku swojej zagładzie.

Porządek panuje w Warszawie! – stwierdził w 1831 r. w paryskiej Izbie Deputowanych minister Sebastiani, gdy hordy Suworowa po strasznym szturmie Pragi, przedmieścia Warszawy, wkroczyły do stolicy Polski i rozpoczęły katowską rozprawę z walczącym o wolność ludem.

Porządek panuje w Berlinie! – oznajmia z triumfem burżuazyjna prasa, (…) oznajmiają oficerowie „zwycięskich oddziałów”, które drobnomieszczańska gawiedź Berlina pozdrawia powiewając chusteczkami i wiwatując na ich cześć.

Porządek przychodzi do naszych domów rękami Ukrainek, Białorusinek, Czeczenek; rękami wymęczonych matek-Polek, ustawicznie nie wpuszczanych do Polski Syryjek i Afganek.

Komu nie przychodzi na myśl zwycięska wrzawa sfory „porządku” w Paryżu, bachanalie burżuazji nad zwłokami bojowników Komuny, tej samej burżuazji, która dopiero co haniebnie skapitulowała przed Prusakami i wydała stolicę kraju zewnętrznemu wrogowi, a sama uciekła jak ostatni tchórz?

Widmo faszyzmu krąży nad Europą, uwodząc skompromitowaną już przecież ideą segregacji, likwidacji, dejudyzacji.

„Porządek panuje w Warszawie!” „Porządek panuje w Paryżu!” „Porządek panuje w Berlinie!”

Co pół wieku takie meldunki stróżów „porządku” płyną to z jednego, to znów z innego centrum historycznych walk. I triumfujący „zwycięzcy” nie dostrzegają, że „porządek”, który trzeba raz po raz utrzymywać za pomocą krwawych rzezi, niepowstrzymanie zbliża się ku swemu historycznemu losowi, ku swojej zagładzie.

Wielotysięczne protesty anty-PiSowskiej opozycji; sto tysięcy kobiet i dziewczyn zaangażowanych w akcję “Dziewuchy dziewuchom”, okupacja Kancelarii Premiera Rady Ministrów przez Razem, protesty lokatorskie i pracownicze – w każdym z tych działań tli się opór wobec dyktatury przywileju, religijnej i kulturowej supremacji oraz wywłaszczeniu.

Czy możliwe było ostateczne zwycięstwo rewolucyjnych proletariuszy w tym starciu?

Na pewno nie, jeżeli się weźmie pod uwagę wszystkie decydujące momenty. Już taka sama przez się bolesna sprawa rewolucji w danej chwili, jak niedojrzałość polityczna mas żołnierskich, które wciąż jeszcze dają się wykorzystywać oficerom do wrogich ludowi, antyrewolucyjnych celów, dowodzi, że trwałe zwycięstwo rewolucji w tym starciu nie było możliwe.

Nie jest możliwa rewolucja w jednym kraju, w jednym kraju Syriza zawodzi, Podemos się kompromituje, Labour się ośmiesza, a Razem nie wchodzi do sejmu. Czas przemyśleć na nowo ideę międzynarodówki, idee kosmopolityzmu, wielości i internacjonalizmu.

Wieś, z której wywodzi się znaczna część mas żołnierskich, jest zaledwie muśnięta rewolucją.

Krucha pamięć o pańszczyźnie, o używaniu w wojnach, o gwałtach, musi wreszcie odnaleźć swój właściwy głos.

Wprawdzie rewolucyjne ośrodki na prowincji – na Śląsku, na Pomorzu, Podkarpaciu, Beskidach, Mazowszu – są ciałem i duszą po stronie proletariatu, ale brak jeszcze powiązania działań, bezpośredniej wspólności akcji, która byłaby w stanie decydująco wzmocnić siłę uderzenia i moc bojową (…) robotników.

Wszystko to dowodzi, że w chwili obecnej nie można było jeszcze liczyć na ostateczne, trwałe zwycięstwo. Czy stąd wynika, że walka w ciągu ostatniego tygodnia była „błędem”?

Nie, jeśli sen to konieczność, jeśli we śnie, w marzeniach, w wyobraźni musimy umieć zbudować nowe jutro, jaśniejsze i czystsze, niż te niedobitki utopii, popłuczyny po rewolucji, piąte wody po demokracji.

I tu też stoimy wobec wielkiego historycznego prawa rewolucji, o które rozbija się całe mędrkowanie i pewność o własnej wyższości mizerniutkich „rewolucjonistów”, szukających w każdej walce jedynie sposobności do odwrotu.

Nie możemy wycofywać żądań klasowych, praw kobiet ani uchodźców i migrantów. Musimy z zaciekłością godną awangardowej artystki Katarzyny Kobro, z wdziękiem i humorem Antoniego Słonimskiego, z goryczą KwieKulik ale też z dumą i elegancją Ewy Partum budować sztukę i politykę na miarę czasów i możliwości ludzkości, odchodząc od magicznego zaklinania, konformistycznych formułek i sprawdzonych, wyświechtanych sloganów, w stronę mocnego głosu awangardy słabych i wykluczonych, głosu bezwzględnej równości.